dzieci z in vitro
kółko 06.12.22. AUTOR: Artemida

Trzeba korzystać z tego co daje nam medycyna - dzięki in vitro mam dwóch synów


Gdybym urodziła się 50 lat wcześniej, nie zostałabym mamą.
Pani Paulina marzyła o dzieciach, a w spełnieniu tego marzenia pomógł jej rozwój medycyny i nauki. Dziś, dzięki in vitro, jest szczęśliwą mamą dwóch chłopców i opowiada nam o swojej drodze do macierzyństwa. Zapraszamy do przeczytania wywiadu.

 

Jest Pani szczęśliwą mamą dwóch synków. Jakie myśli i uczucia się pojawiają, gdy  patrzy Pani na swoich chłopców?

Dziś jestem szczęśliwa i spełniona. Marzyłam o macierzyństwie i od zawsze czułam, że to rodzina pomoże mi zrealizować siebie. Od zawsze byłam prorodzinna i rodzina była moim marzeniem. Rozumiem i szanuję  kobiety, które realizują siebie wybierając inną drogę.

Moment, w którym dowiedziałam się, że droga po moje szczęście będzie długa, nie usłana różami, potraktowałam to jako wyzwanie. Dziś dzięki moim chłopcom jestem bardzo spełniona i jako mama, i jako kobieta. Wiem dla kogo żyję, daje mi to wiatr w skrzydła. Nawet jeśli chodzi o inne filary życia, jest mi o wiele łatwiej, więcej mi się chce.

 Jest Pani spełnioną mamą i to jest piękne. Wspomniała Pani, że droga do macierzyństwa nie była prosta. Co w takim razie pomogło Pani wytrwać?

 Mimo, że jestem osobą bardzo emocjonalną, do tematu niepłodności podeszłam bardzo zadaniowo. Siłę i wsparcie czerpałam od męża. Mąż jest sportowcem, mniej emocjonalnie podchodzi do wielu kwestii, skupia się na zadaniu, to od niego czerpałam siłę i wiarę. Niejednokrotnie podkreślał, że będziemy próbować, aż nam się uda.  No i się udało.

 Jak trafiła Pani do Artemidy w Olsztynie? Co Panią przekonało do wyboru tej właśnie kliniki?

Do kliniki trafiłam dzięki doktorowi Waśniewskiemu, który był ze mną od początku drogi. To on skierował mnie do Artemidy. Umiejętność pracy z pacjentką, dobre podejście psychologiczne i empatia – na to zawsze mogłam liczyć ze strony Pana doktora. Nie wszyscy lekarze mają tak wysoki poziom empatii, którego ja doświadczyłam. Zaufałam swojej intuicji i lekarzowi. Znam wiele par, które chodzą od lekarza do lekarza, płacą naprawdę ogromne pieniądze i nie mogą trafić na kompetentnego specjalistę. 

 Ile w Pani przypadku trwała procedura in vitro?

W naszym przypadku pierwsze in vitro się po prostu nie udało, mimo tego, że rokowania były bardzo dobre. Ciąża się nie powiodła. Po tej pierwszej procedurze musiałam przejść kolejną operację. Dopiero po operacji usunięcia jednego z jajowodów podeszliśmy do in vitro jeszcze raz – od początku. Dzięki niej pojawił się nasz pierwszy upragniony synek. Następnie zaczęliśmy starania o drugie dziecko i tutaj było podobnie. Pierwsze próba się nie powiodła, ale później znów się udało i pojawił się nasz drugi synek.

Między procedurami były 3-4 miesiące przerwy.  Biorąc pod uwagę sam proces to dosyć krótko – około pół roku.

dzieci z in vitro

Mimo niełatwych momentów, po nieudanych próbach, operacji, miała Pani w sobie tę siłę, wytrwałość, by iść po wymarzony cel. To jest piękne i bardzo świadome dążenie do macierzyństwa. Obecnie temat in vitro wciąż nie należy do najłatwiejszych. Pani bardzo otwarcie mówi na ten temat- co za tym stoi?

Uważam, że trzeba korzystać z tego do daje nam medycyna w XXI wieku.  Gdybym urodziła się 50 lat wcześniej, to nie zostałabym mamą. Trzeba korzystać z możliwości leczenia. W momencie kiedy odczuwamy dolegliwości  np. żołądkowe lub innych organów udajemy się do specjalisty. Tak samo powinno być  naszymi narządami rozrodczymi! Jeśli one „szwankują” udajmy się do profesjonalistów. W moim przypadku to był czynnik jajowodowy. Jeden z jajowodów został wycięty podczas operacji.

Nie miałam nigdy myśli ani żadnych obaw etycznych. Uważam przede wszystkim, że in vitro jest skuteczną metodą zajścia w ciążę, która ma wysokie statystyki na powodzenie. A mówię o niej głośniej dlatego, żeby pomóc innym parom.

Niepłodność będzie, coraz gorzej ta przyszłość się przedstawia, coraz więcej par dotyka ten problem. Chciałabym dać ludziom nadzieję przede wszystkim, żeby wiedzieli, że to ma sens, że taka procedura jak in vitro faktycznie przynosi dobre rezultaty. Naprawdę warto jest czekać, wylać morze łez, ponieść wiele nakładów finansów, żeby dojść do tego upragnionego celu w postaci dziecka. 

Ja jestem dziś po drugiej stronie i jest mi łatwiej bo wiem, że jest na co czekać. Mówię o tym otwarcie. Kiedyś z dumą opowiem moim dzieciom, jak bardzo na nie czekaliśmy.

Wspaniale jeśli pary zachodzą w ciążę naturalnie i tego każdemu życzę. Jednak trzeba mieć w sobie trochę tego zacięcia, wytrwałości, żeby przez procedurę in vitro przejść i żeby postarać się troszeczkę o swoje upragnione szczęście. Myślę, że trzeba o problemie niepłodności mówić głośno. Nie bać się – to jest choroba, którą można wyleczyć. Jeśli dzięki niej pojawia się na świecie dziecko, to dla mnie jest to skuteczna metoda leczenia niepłodności. Nie odczuwam, żadnych  braków i tej świadomości, że jestem niepłodna. Mam synów i czuje się po prostu spełniona.

Chciałabym na koniec dodać, że trzeba zaufać specjalistom i medycynie. Nie szukajmy odpowiedzi w Internecie, na forach internetowych. Nie sugerujmy się tym co tam pisze, nie analizujmy. Po prostu zaufajmy sobie i lekarzowi.

 Dziękuję za rozmowę